piątek, 12 grudnia 2014

Dlaczego nie lubie współczesnej amerykańskiej motoryzacji?

Nie rozumiem tego hołdu dla produktów takich jak współczesny Mustang którego jakiś czas temu ujeżdżał Basista.

Nie rozumiem za co go tak wszyscy kochają? Dla mnie tego typu wyroby są bez sensu.

Z jednej strony ma to być wóz sportowy.

Ale w praktyce poza jakąś mocą (efekt dużego motoru) nie oferuje nic co powinno być na wyposażeniu tego typu pojazdu.

Automat, jak dla mnie, nadaje się tylko do autobusu lub auta typu “mamusia jedzie na zakupy z dziećmi”.

Hamulce - legendy krążą o tym jakie to spowalniacze są montowane w wyrobach zza oceanu, generalnie dobrze że nie ma z tyłu bębnów!


No ok. Ale też są głosy o tym jaki to z niego nie jest fajny krążownik szos.

Może i fajnie się nim jedzie. Nie wnikam. Sam nie miałem przyjemności. Ale wyczytałem że sama jakość wnętrza to podobno żadna rewelacja. A to na pewno nie sprzyja wielokilometrowym wojażom. Jak na wóz który podobno się tak zajebiście prezentuje, to aż dziwne że w środku w kilkuletnim aucie plastiki skrzypią.
Ach ten bulgot! Te amrykańskie V8!
Ach te wysilenie na poziomie lat 80! Te duże motory które nie ewulowały od kupy lat. Fajnie że są trwałe. Szkoda że nie idzie za tym jakiekolwiek rozwinięcie techniczne, czy zwiększenie ekonomii. Moja prawie ćwierć wiekowa beta ma motor nie gorszy jakościowo a sprawniejszy niż współcześnie montowane cuda w autach o typowo amerykańskim rodowodzie. Można zwiększyć moc inaczej niż zwiększając pojemność.

To może jest autem na pokaz? Takim dużym jebitnym czymś które ma w przekonaniu właściciela mówić o nim:
Patrzcie jaki jestem zajebisty! Ale to cudowna maszyna! Tyle chromu, taki dźwięk, tyle splendoru.
Ale to wszystko to kłamstwo!

Wóz wygląda na sportowy, ale nim nie jest!

Ma dodatki z chromu, dupne nadkola, agresywną linię jakby był wart milion dolarów, jakby chciał być pięknym GT.

Ale nie jest!

A przez to że jest tani, jest też tak wykonany.

Ale żeby nie było że czepiam się tak bardzo tego biednego Mustanga, przypomnę o innym bardzo ciekawy wynalazku.

Pamięta ktoś W210? Klepano ~10 lat. Kiedy go w Europie zamieniono na nowszy model, w stanach na jego bazie zaczęto produkować 300C. Robiono go wesoło kolejne 10 lat, aż przyszedł FIAT i stwierdził:
Ale to amerykańskie! Takie prostokątne, z małymi oknami, wielkimi nadkolami! Tak być nie może!
Zmieniamy to!
Szkoda że nie mamy kasy, więc linie trochę zaokrąglimy, w środku zrobimy botox lifting z tabletów a na zewnątrz z LEDów!
Myślałem że Włosi nie lubią rozgotowanego makaronu. To dlaczego wciskają ludziom wóz który wygląda jak rozgotowane 300C?


I tak oto powstał współczesny potworek jakim jest Thema. Wóz który z jednej strony mówi jak to nie jest na wypasie. Z drugiej strony wszyscy fani krzyczą że nie powinien być porównywany do europejskich konkurentów typu E klasa czy seria 5 (od których oczywiście dostaje srogie lanie!).

Oczywiście że nie! Bazuje na ponad 20-letniej platformie która nawet nie jest amerykańska (pewnie by go złożyli na ramie z lat 60). Linie nadwozia są tak niespójne i głupie że szkoda gadać.

Ale fani krzyczą że to ludzie nie rozumieją prestiżu Themy. Wynalazku który jest lepiony na bazie auta sprzed dwóch dekad, klepanym przez lata w hameryce wg ich pojęcia słowa "jakość", a ostatecznie utrzymany przy życiu przez włochów, bo są zbyt biedni żeby coś sensownego jeszcze z tego wymodzić.

Jak dla mnie takie konstrukcje nie przypominają nic tylko okulary z targu które mają przypominać jakiś znany model Czoko i Kabany. Lakier który miał błyszczeć niczym chrom, złazi jak z taniej chińskiej zabawki a zamiast dobrego szkła jest plastik.

Jak coś jest do wszystkiego, jest do niczego.

11 komentarzy:

  1. Mustang i podobne - nabywcy tych aut nie kupują dobrego auta sportowego. Oni kupują to marzenie o byciu Stevem McQueenem i napieprzaniu w takt V8-mki po amerykańskich ulicach. A, ze zamiast V8 jest V6 na gaz, zaś zamiast amerykańskich ulic są trakty w Zadupiu Dolnym to już wina ograniczeń budżetowych. Nie kupujesz auta - kupujesz amerykańskość. I ten Mustang V6 ma ci dać jej namiastkę - wielkie, tanie, ostentacyjne i przereklamowane, czyli coś jak całe USA. I dobrze! Jak wsiadasz do środka, to od razu wiesz, że jesteś w amerykańskim wozie. A jak wsiadasz do europejskiego wozu to dopóki nie spojrzysz na znaczek, to nie wiesz, czy to faktycznie coś europejskiego, czy może jakiś Hyundai No i przede wszystkim: nie ma udawania, ze premium, że prestiż, skóra, drewno itp. pierdolenie. Jest prosta mechanika naprawialna młotkiem, jakieś wnętrze i tyle - widzisz co bierzesz. I to wszystko za dobrą cenę (żeby nie te koszta sprowadzenia), opakowane w nadwozie, które zwraca uwagę. A do tego topowe wersje sportowe (Corvette ZR1, Challenger Hellcat, no i Viper) mają odpowiednie pieprznięcie. Jedyny problem polega na tym, ze amerykańskie fury sprawdzają się tylko w USA, bo w Europie jest za ciasno i za kręto. A na amerykańskich prostych drogach hamulce i prowadzenie są mało istotne. Także ja amerykańskich fur bronić będę! Jakbym mieszkał w USA to bym z radością jeździł jakąś amerykańską furą w rytm Lynyrd Skynyrd, Blackberry Smoke itp.!

    Co innego Thema - tego się bronić nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak się zgadzam!
      Ale także z mojej perspektywy - osoby niekoniecznie lubiącej szybkość i szybkie/sportowe samochody.
      Taki Chevrolet Express? Sensowność takiego samochodu, ergonomia, prostota napraw(!!!). To wszystko bierze, zakłada Ray-Ban'y, gryząc wykałaczkę, poprawia Magnum u paska i idzie skopać Ci tyłek, bo tego nie dostrzegasz!
      Chevrolety Blazer (cholera! właśnie przestali go produkować!), Suburban, Tahoe i ich odpowiedniki w GMC i Cadillacu, Fordy - E i F (tego pierwszego właśnie uśmiercają za pomocą globalnego Transita, który i tak w wersji USA/Kanada jest o wieeele ciekawszy),
      Nawet koncerny japońskie oferują po prostu zajebiste fury na tym rynku! Nawet Honda!
      Tak się wziąłem za wymienianie, a watek mi umknął ;-)
      Druga rzecz - AUTOMAT! osobiście uwielbiam, nie rozumiem hejtu na ten wynalazek. Ale ja wyznaję zasadę, że jeżeli coś ułatwia życie to z tego korzystam...z wyjątkami.

      Usuń
    2. @Yossarian
      Ciesze się że się zgadzamy w sprawie Themy :P

      Co do hameryki, nie lubię jej właśnie za to jaka jest, i takie robią też auta. Byle tanio, byle się w oczy rzucało. A wersje tanie to dopiero jest ameryka do kwadratu :D gaz, 2 gary mniej, jeszcze słabsze hamulce itp :D To że sprawdzają się w USA - no rozumiem, tam mają całkiem inaczej berety przerobione niż my w Europie, oni pewnie też śmieją się z EcoBoosta, 1,2 TSI itp :D Jak chce kupić dobre okulary, wybieram dobre okulary, w ramach tego na co mnie stać :) Nie wybieram modelu wyżej z targu.
      Wole trochę nudne ale dobrze zrobione wnętrze Fabii, Focusa czy innego kompakta, niż skrzeczący plastik i krzywe spasowanie jak w nowym Calibrze. Drewno to nadaje się do aut >200 tyś. PLN

      Dzięki za opinie ;)

      Usuń
    3. Dostawczaki to dostawczaki :) inna kultura od lat, inne przepisy które to regulują i budują rynek.
      Dlatego mimo to do europejskiego odpowiednika zmieścimy więcej gratów niż do F pickupa, ale w Europie będzie mieć 3 turbiny, a ten ze stanów po prostu pojedzie ;)

      Usuń
    4. Twoje zestawienie 'europejski dostawczak vs Ford F' jest ultra tendencyjne ;-) Europejskim odpowiednikiem Forda F jest...Dacia Logan Pickup. Amerykańskim odpowiednikiem europejskiego dostawczaka jest np. ExpressSavana albo Ford E.
      Coby uzmysłowić do czego dążę: europejski Nissan NV200/Evalia vs Chevrolet CityExpress (to jest ten sam samochód!). Ten pierwszy mimo ubiegłorocznych zapowiedzi nie dorobił się nawet drzwiczek do schowka!
      Można i trzeba oczywiście przy okazji napomknąć o różnicach Transit EU vs Transit USA...
      Do tego każdy amerykański dostawczak dostępny jest w wersji 'cutaway', a niektóre jako prawdzowe podwozie pod zabudowę - bez nadwozia, ale z fotelem kierowcy :-)
      Generalnie to temat-rzeka, na który zabrakłoby zapewne internetów. A ja wolę motoryzację USA.

      Usuń
    5. No trochę tendencyjne bo to właśnie obrazuje różnice w tym czego poszukuje się na obu rynkach. U nas najpopularniejsze z "dużych" modeli to Hilux, navara, L200. Tam jeźdzą F350 i większe, bo tak zachęcają przepisy plus mentalność.
      Tak jak złomnik ostatnio zauważył, rynnek gdzie wozy mają zarabiać jest całkowicie inny. Wóz nie musi być ładny, ma pasować pod przepisy i potrzeby, a ostatecznie okazuje się że nawet traficiem idzie zrobić 300kkm bez remontu pompy, turbo, wtrysku itp.

      Usuń
    6. Oczywiście, to rynek i PRZEPISY regulują rynek (chyba, że chodzi o tę nieszczęsną klapkę w NV200). Ale wystarczy porównać specyfikację i wygląd Transita europejskiego i USA/Kanada by zauważyć, że coś jest na rzeczy...i właśnie o to "coś" chodzi w amerykańskiej motoryzacji.
      Piszę to wszystko jako osoba przekonana, że najlepszym dostawczakiem był Master pre-2011, a najciekawsze osobówki (z najwyższym współczynnikiem "fun-faktor) produkuje się aktualnie w Brazylii i Indiach.
      P.S.Własnie sprawdziłem - nie ma ani jednego europejskiego pikapa, to co wymieniłeś to import.

      Usuń
    7. Nowy Amarok to już chyba nie przerobiony Hilux, prawda? ;) i na tym listę można zakończyć jeśli nie liczymy wszystkich Vanów z zabudową. :P

      Usuń
    8. Faktycznie! Jakoś VAG tak bardzo jest przeze mnie (mniej lub bardziej świadomie) ignorowany, że nie zauważyłem. Inna sprawa to oczywiście fakt, że do tej pory nie widziałem ani jednego NIE-czarnego, ani takiego, który byłby użytkowany choć trochę zgodnie z przeznaczeniem ;-)

      Usuń
    9. Więc najszybciej zobaczysz zapewne takiego:
      http://40ton.net/volkswagen-amarok-canyon-2-0-tdi-180-km-test-40ton-net-uniwersalny-kombivan-zamoznych/

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń