piątek, 31 października 2014

Marudny piątek.

Mam dziś strasznie słaby dzień więc pozwolę sobie na odrobinę lenistwa i zamiast żalić się na współczesny świat, postaram się opanować i pomarudzić łagodnie na temat mojego auta.

Chyba każdy ma ten moment kryzysu.

Kiedy ma wrażenie że to wszystko jest bez sensu. Kiedy ręce opadają, złość i agresja powodują wyższe ciśnienie, i ogólnie ma się wrażenie „Kurwa! Po co?! Mam dość!”.

Wczoraj miałem taki moment.
Wóz jeździł znośnie ale wymagana była pewna korekta mapy gazowej, więc sobie dotankowałem paliwka i zaczynam zbierać mapę benzynową. Tutaj wszystko jeszcze jest sielanką. Nocne jeżdżenie po oświetlonych trasach Górnego Śląska, zapieprzanie bez sensu po ekspresówkach i autostradach z dużą dynamiką. Generalnie przypomina to trochę granie w Tetrisa za pomocą kierownicy, i dwóch pedałów pod stopami, bo trzeba przejechać się ze stałą prędkością obrotową i pod stałym obciążeniem przez pewien dystans tak żeby dwie kreseczki spotkały się na wskazanym przez komputer miejscu. Tak w dużym skrócie. Bywają śmieszne sytuacje kiedy mijam kogoś przy 170 z zapalonym stopem bo trzeba powstrzymać lewą stopą dzikie rozpędzanie się.

Potem trzeba po prostu przełączyć się na LPG i patrzeć czy wszystko ładnie się układa.

A tu nagle buch! Wóz wcale nie chce jechać! Nie na gazie. Przed resetem wszystko było pięknie i cacy. Teraz jebnął focha i stwierdził że NIE! Na czwartym biegu z ledwością był w stanie utrzymać 140km/h. Kiedy tylko przełączyłem się na bezołowiówkę do 180 rozpędził się w kilka sekund! Szlag mnie jasny trafia!

I zaczyna się szukanie co się spartoliło w instalacji. Wtedy też przypomniało mi się o tym tłukącym kawałeczku plastiku w podszybiu gdzie coś się obluzowało dzień przed, i zaczyna telepać powyżej setki. W międzyczasie z zawieszenia dochodzą jakieś nowe dźwięki które również wywołują agresję.

Przypomniało mi się wiele innych mniejszych i większych detali, problemów o skali problematyczności w rozwiązaniu od błahych po skomplikowane.

I doznałem tego uczucia zwątpienia. Tej myśli że „Może to wszystko jest bez sensu? Tyle wysiłku, wkładu, pracy, a wóz i tak nie będzie oryginalny i bez usterek”.

Niestety. Taka jest prawda, że historii auta nigdy nie zna się w pełni jeśli się go kupi nawet od pierwszego właściciela. Już w czasie kupna miałem świadomość że nie będzie w 100% oryginalny. A z czasem kiedy poznaje się go coraz dokładniej wychodzą kolejne patenty i problemy. A dziadkowi już stukną 23 lata. Więc zaczynając od kabelków „nie wiem co to” pod maską, kończąc na teoretycznych kosztach żeby pozbyć się wszystkich doskwierających usterek, mniejszych i większych, rośnie ilość tych detali, które wzmagają we mnie niepokój.

Gdyby nie ograniczone zarobki, znając siebie, kupiłbym na żywioł inną zadbaną i zdrową E34/E39 i wykonał w niej plan który chciałem wykonać na Buczku. Tego zaś zamieniłbym w Rata! Bo uwielbiam to uczucie kiedy mój niedomyty kombiak, z brakiem w listwach, na zwykłych 15” kołach i oponach balonach, „robi” na skrzyżowaniu wychuchane Golfy, Octavie, SUVy czy innych kierowców zadzierających nosa.

Niestety utrzymanie dwóch V8 na chwilę obecną wykracza poza mój budżet, a nie jestem Państwem żeby sobie wydawać kasę bez ograniczeń a potem powiedzieć wszystkim:

„Sorry, taki mamy deficyt”.

Muszę sobie to wszystko przeanalizować. Na pewno grata nie sprzedam. Na pewno dalej będę nim poginać wesoło i nie zapuszczę go drut-patentami. Ale plan swapa i pełnego lakierowania tego egzemplarza stoi pod znakiem zapytania. Muszę sobie to wszystko solidnie przemyśleć…

P.S.

Na dodatek dostałem podsumowanie z tym ile złodzieje z ZUSu nakupują ciastek za moją pensję -_-

Tam jest moje drugie brakujące V8...

5 komentarzy:

  1. I Yossarian niech nie zaczyna od tego że to BMW więc to musi się itp itd! :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co ja mam teraz napisać w komentarzu, a!?

      Usuń
  2. No wiesz, to w końcu BMW więc nie ma się co dziwić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny! =]
      Niech rzuci kamień ten komu nigdy nie zepsuło się nic w ponad dwudziestoletnim wozie!

      Usuń
  3. A są auta które się nie psują?
    Masz mało wytrwałości w postanowieniu :)
    Kup sobie nowe auto, takie przynajmniej nie dożyje 23 lat

    OdpowiedzUsuń