piątek, 3 października 2014

Motoryzacyjne marzenia.

Każdy ma swoje! Nawet Krystyna z gazowni gdyby mogła, zamieniła by swojego starego Accenta na np. nowe i30. A najskromniejszy człowiek świata po wygranej w Totku założyłby sobie wspomaganie do Matiza.

Moje jednak są trochę inne. Po ostatnich wakacjach bardzo spodobała mi się opcja turystyki objazdowej. Mam nadzieję że na starość nie będę grzybem a'la Niemiec (straszna wizja!). Ale najogólniej, tak mniej więcej wyglądało by moje życie przez pewien czas, po tym gdybym nagle, nie wiadomo skąd, dostał 10 milionów. Jest to takie trochę gdybanie, ale bardzo się zdziwiłem kiedy spytałem znajomych co by w takiej sytuacji zrobili.

Może to tylko moja fantazja. Ale wielu nie miało jakiegoś głębszego marzenia, planu na to co zrobić. Raczej były to rzeczy bez rozmachu, albo przyziemne typu własna firma. A każdy powinien nie ograniczać się w jakimś wolnym fantazjowaniu, dla przykładu "Co by było gdybyś miał 10 milionów?".


Sam na start (jak już sobie tak odpływam...) to doprowadziłbym buczka do stanu takiego w jakim wyjechał z fabryki, a nawet poprawionego, bo z większym motorem i odrobiną dodatkowego wyposażenia. Ponieważ mam 10 baniek, nie przejmuję się ogólną opinią o M62 vs M60 i wkładam sobie takie M62B46 do niego. Lakier i elektryka zostają doprowadzone do perfekcji. Skóra doskonale zakonserwowana, tapicerki dopieszczone, doczyszczone. Na koniec zostaje wybór koła na który poświęciłbym z pół roku!

To jest baza do jazdy na co dzień. "Takie, o" rodzinne kombi.
Całkiem ładne rodzinne kombi, moje jednak będzie inne.

Dla prawdziwej zabawy sprawiłbym sobie M5 z modelu E39, po liftingu. Ma dla mnie to coś! Jest to chyba najlepiej wyglądająca M5 jaka powstała. Nie jest tak spuchnięta i agresywna jak E60. Zewnętrzny kształt to elegancka i cicha limuzyna, która kilkoma detalami mówi że tym nie jeździ dziadek a pod maską nie ma silnika-grzechotnika.

Taka cichociemna maszyna do zapierdzielania, która nie dość że ma odrobinę potencjału na wyciągnięcie jeszcze paru kuni, pozwala niszczyć kolejne zestawy kół na torze, to dalej nadaje się do jazdy jako daily driver.

Jeździłbym!


No, to podstawowa część parku maszynowego jest. Teraz czas na suplement.

I tutaj zaczyna się moja niewiedza. Bo generalnie to co potrzebuje, to największa przyczepa jaka jest dopuszczalna do ruchu i do zapięcia na hak w E34. Doszedłem do takiego wniosku po raptem 10 dniach w Chorwacji.

Zrobiliśmy z przyjaciółką sporo kilometrów, wiele rzeczy obejrzeliśmy, a gdyby na haku był mobilny apartament, na pewno było by tego znacznie więcej, i całość była by jeszcze przyjemniejsza! Tak naprawdę nie chodzi o to że nie mieliśmy gdzie spać. Bo apartament, pole namiotowe czy miejsce do spania w wozie znajdzie się zawsze. Ale w tak gorącym klimacie jaki wtedy panował, chodzi o całą resztę. O wygodny i higieniczny prysznic (głównie chodzi tu o samą kabinę :P bo różne rzeczy się widziało), o toaletę pod ręką. Lub zwyczajnie o to że: Tutaj mi się podoba! Stoję i robię nockę wieczorem pijąc drinka patrząc na piękną panoramę!.

Teoretycznie można wszystko objechać kamperem, ale jest w tym kilka wad w mojej opinii:
- kamper nie nadaje się do jazdy w okresie innym niż wakacje. Czyli cały samochód okres niewakacyjny raczej stoi. Dla mnie to marnowanie zasobów. Betka czy inny holownik, może jeździć cały rok, a stojąca przyczepa to nie stojące auto. Znosi to znacznie lepiej technicznie, a ja znoszę to znacznie lepiej psychicznie.
- przyczepę można odstawić na ośrodku, zamknąć i autem osobowym wygodnie zapusić się w trasę.
- odstawiona przyczepa może służyć jako miejsce do gotowania, gdy w razie awarii i nagłej potrzeby kupienia czegoś można autem podjechać po zakupy, gości, czy inaczej je wykorzystać.

No bo jak kamper rusza, to wszystko w nim, a to wiąże się ze sprzątnięciem i zabezpieczeniem wszystkiego. Zawsze. Koniecznie!

Takim zestawem pierw objechałbym całą Polskę, tak jak to planuje już kolejny rok :P a potem hulaj dusza. Najbardziej marzy mi się trasa po wybrzeżu Europy i UK. Pojechałbym w cholerę! Spędził całe lato albo i lepiej, kręcąc się po wielu krajach, oczywiście starając się nie tykać autostrad!

Takie mam swoje marzenia. Zapewne wiele rzeczy nie wyglądało by tak, ale w ogólnym zarysie, chciałbym ruszyć w siną dal i po prostu jechać.

Mimo tylu lat, i tylu kilometrów, nie znudziło mi się. Samochód, wolność jaką daje i przyjemność zjazdy dalej są w pełni odczuwalne. Nie stało się to obowiązkiem i koniecznością żeby szybko się przedostać z punktu A do punktu B.

Życzę wam 10 baniek i przyjemności z każdego metra pokonanego waszym autem!

* serduszko na początek ukradłem z kliniki BMW.

2 komentarze:

  1. O marzeniach pisałem ostatnio u siebie, ale chodziło o rozsądne ceny, a Ty mi tu z 10 milionami. U mnie pewno by się skończyło na garażu wypchanym rozmaitymi rajdówkami. Poskaładałbym chętnie replikę Xsary kit car na bazie VTSa. No chyba, że by starczyło na oryginał (o ile oczywiście ktokolwiek by to sprzedawał). A do tego jakieś nowe autko klasy R2 lub może nawet R3 (na starty R5 to i 10 milionów by się szybko skończyło :P) do rajdów wyższych lig niż KJSy ;).
    A na co dzień? Dalej Civic na jakichś większych (ale jak najlżejszych felgach) i z dołożonymi paroma bajerami do zawieszenia i hamulców :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś chyba już był podobny wpis dotyczący marzeń (chyba że to na innym blogu). Jak bym tak z miejsca chciał wymienić wymarzone samochody to było by ciężko, niby człowiek wie czego chce ale tak podać 3-5 konkretnych wozów... no nie wiem.

    OdpowiedzUsuń